Ojciec Marii nie był człowiekiem, który wtrąca się w cudze sprawy, ale kiedy zobaczył córkę ze łzami w oczach i sukienką podartą na ramieniu, krew uderzyła mu do głowy. Wszedł do pokoju bez słowa i wszyscy ucichli. Muzyka ucichła, śmiech ucichł.
Teściowa, wciąż trzymając kieliszek w dłoni, spróbowała się uśmiechnąć. „Jaka niespodzianka, panie Ionie, nie powiedział pan, że przyjdzie!”. Ale jej głos drżał. Teść zachwiał się na krześle i nagle usiadł, starając się zachować spokój.
Ion długo się im przyglądał. „Nie wiedziałem, że tak przyjmuje się mężczyznę w rodzinie. Z alkoholem, szyderstwami i rękami uniesionymi nad córką”. Jego słowa zabrzmiały ciężko jak młot. Nikt nie odważył się odpowiedzieć.