Szedłem z wyprostowanymi ramionami, każdy krok stawiałem nie z dumy, ale z precyzją. Spędziłem dekadę, poruszając się po korytarzach, gdzie postawa była częścią języka. Nie garbiłeś się w bezpiecznych pomieszczeniach. Nie wierciłeś się podczas odpraw. Nie wyglądałeś na niepewnego, chyba że chciałeś, by niepewność stała się bronią przeciwko tobie.
Kiedy dotarliśmy do pierwszego rzędu, młodszy porucznik wstał i stanął na baczność, szeroko otwierając oczy. Nie spodziewał się, że usiądzie tam ktoś wyższy rangą od kontradmirała Fletchera.
Rayburn skinął głową. Młody oficer odsunął się, jakby poruszyło nim powietrze.
Usiadłem.
Nie na przekór.
Nie w buncie.
Z uwagi na zdobyty autorytet.
Gdy już usiadłem, odchylając ramiona do tyłu i patrząc przed siebie, orkiestra zagrała pierwszą nutę hymnu narodowego.
Nie oglądałem się za siebie.