Stary nawyk.
Poza tym czekałem.
Wiedziałem, że przyjdzie.
I tak zrobił.
Marcus podszedł sam.
Bez fanfar. Bez uśmiechu gotowego do zdjęcia. Tylko mężczyzna zmierzający w stronę pytania, którego nie umiał sformułować.
Zatrzymał się dwa kroki dalej. Jego twarz była ściągnięta, jakby ktoś zdał sobie sprawę, że od lat czytał nie ten tekst, co trzeba.
„Admirale Cartwright” – powiedział.
Odwzajemniłem skinienie głową. „Komandorze”.
Próbował się uśmiechnąć. Jego uśmiech załamał się.
„Nie wiedziałem” – powiedział cicho, ale z nutą ironii. „Nikt mi nie powiedział, że nadal służysz”.
Spojrzałam mu w oczy.
„Nigdy nie pytałeś” – powiedziałem.
Jego szczęka zacisnęła się ponownie, a potem rozluźniła.
„Myślałem, że wyjechałeś po Annapolis” – przyznał. „Ty… ty nic nie powiedziałeś”.