Powoli wstałam od stołu.
Nie krzyczałam. Niczym nie trzasnęłam.
Poszłam prosto do kuchni.
Wszyscy ucichli, prawdopodobnie myśląc, że przynoszę deser.
Wzięłam blachę do pieczenia, miskę sałatkową i koszyk na pieczywo i postawiłam je przed nimi na stole.
Potem zdjęłam fartuch.
Schludnie go złożyłam.
Położyłam go obok talerza Andrieja.