Mój mąż nagle zaczął nalegać, żebyśmy chodzili do kościoła w każdy weekend.

— Nie mogę tak dłużej żyć — powiedział Andriej cicho. — Muszę mu powiedzieć. To niesprawiedliwe wobec nikogo.

Serce mi podskoczyło.

Przed nim stała kobieta. Blondynka. Ubrana skromnie, w granatowej sukience. Widziałam ją już wcześniej na nabożeństwie. Zawsze siedziała dwa rzędy przed nami.

— Obiecałeś, że to naprawisz — powiedziała mu. — Nie mogę wiecznie żyć w ukryciu.

Ukryta.