Mój mąż nagle zaczął nalegać, żebyśmy chodzili do kościoła w każdy weekend.

To słowo dudniło mi w głowie.

Poczułam, jak drętwieją mi ręce. Dziesięć lat małżeństwa. Dziesięć lat, podczas których myślałam, że jesteśmy drużyną. Że może nie jesteśmy idealni, ale jesteśmy szczerzy.

A on… przyprowadził swoją kochankę do kościoła.

Do kościoła.

Do miejsca, w którym mieliśmy być „rodziną”.

— Daj mi jeszcze trochę czasu — powiedział Andriej. Daria jest mała. Nie mogę jej tak skrzywdzić.

Ta kwestia mnie przeszyła.

Nie chciał zrobić krzywdy Darii.

Ale ja?

Pchnęłam drzwi i wyszłam do ogrodu. Nawet nie wiem, skąd wzięłam na to odwagę. Może ze złości. Może ze wstydu.