Mój mąż nagle zaczął nalegać, żebyśmy chodzili do kościoła w każdy weekend.

Oboje zamilkli na mój widok.

Twarz Andrieja zbladła.

— Co tu się dzieje? — zapytałam spokojnie. Zbyt spokojnie.

Kobieta cofnęła się o krok. Zaczął mamrotać coś w stylu: „To nie tak, jak myślisz”.

Zaśmiałam się. Krótki, zimny śmiech.

— To powiedz mi, o co chodzi. Bo słyszę to całkiem wyraźnie.

Cisza.

Ciężka, przytłaczająca cisza.

W końcu się przyznał. Miała na imię Alina. Poznali się „przypadkowo” kilka miesięcy temu. Też w kościele. Przyszedł sam pierwszy raz. Podobno dla spokoju.

Potem zaczęli rozmawiać. Pisali do siebie SMS-y. Spotkali się na „kawę”.