Oboje zamilkli na mój widok.
Twarz Andrieja zbladła.
— Co tu się dzieje? — zapytałam spokojnie. Zbyt spokojnie.
Kobieta cofnęła się o krok. Zaczął mamrotać coś w stylu: „To nie tak, jak myślisz”.
Zaśmiałam się. Krótki, zimny śmiech.
— To powiedz mi, o co chodzi. Bo słyszę to całkiem wyraźnie.
Cisza.
Ciężka, przytłaczająca cisza.
W końcu się przyznał. Miała na imię Alina. Poznali się „przypadkowo” kilka miesięcy temu. Też w kościele. Przyszedł sam pierwszy raz. Podobno dla spokoju.
Potem zaczęli rozmawiać. Pisali do siebie SMS-y. Spotkali się na „kawę”.