To słowo uderzyło mnie jak zimny policzek. Nieszkodliwe. Jakbym była psem przywiązanym do furtki, wystarczająco dobrym, by nie przeszkadzać.
Tobias zamrugał krótko, zaskoczony. Jego wzrok zwrócił się na mnie, badając mnie z uprzejmością zmieszaną z czymś w rodzaju niepokoju. Marius jednak kontynuował, przemawiając z pewnością kogoś, kto uważa, że dominuje w rozmowie.
Słyszałam go, tłumaczyłam w myślach, ale niczego już nie przetwarzałam. Czułam tylko, jak coś starego, głęboko ukrytego we mnie, zaczyna się poruszać. Gorący węzeł. Cichy gniew. Przebudzenie.