Poszłam na terapię.
Odkryłam na nowo, kim jestem.
Z dumą podpisałam papiery rozwodowe.
A w dniu ślubu, zamiast iść na imprezę, na której mnie nie chciano, siedziałam w hotelu, w pięknej sukni, z kieliszkiem dobrego rumuńskiego wina przed sobą, patrząc na kwitnące pelargonie w ogrodzie.
I po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że moje serce znów należy do mnie.
Nic nie straciłam.
Wręcz przeciwnie, zyskałam wszystko: spokój, godność, wolność.
A to, moi drodzy, jest cenniejsze niż jakikolwiek ślub, jakakolwiek rodzina i jakiekolwiek „jak powinno być”.
Czasami, żeby odnaleźć siebie, trzeba mieć odwagę powiedzieć:
„Jak dotąd”.