Twarz Mihaia zmieniła się w sekundę, jak wtedy, gdy widzisz błysk w lustrze i wiesz, że przekroczyłeś limit. Jego oczy rozszerzyły się, a twarz odpłynęła, jakby pociąg go przejechał. Poruszał ustami bezgłośnie, próbując formułować słowa, ale wydobywały się z niego jedynie ciche westchnienia, jak dziecko, którego dłoń utknęła w słoiku z dżemem.
Alina, zdezorientowana, odwróciła się do mnie z naiwnym uśmiechem, nie rozumiejąc, dlaczego mężczyzna obok, którego właśnie poczuła jako „wybrańca”, zdawał się zmieniać w woskową figurę w upale.
— Ale… ale… co ty tu robisz? — wyjąkał Mihai.