„Wszystko?
A co z tym?
A co z naszymi dziećmi?”
Wzdrygnął się na słowo dzieci, jakby go parzyło.
„Powiedziała, że jeśli zostanę w małżeństwie, dopilnuje, żebym już nigdy nie zobaczył ani centa.
Zniszczy nas finansowo.
Powiedziała, że zaciągnie cię po sądach.
Że—”
„Że co?
Upokorzy mnie?”
Claire ścisnęło w piersi, a gniew podniósł się ponad strach.
„Ethan, jesteś ich ojcem.
Nie możesz po prostu odejść, bo twoja matka pstryknęła palcami.”
W oczach Ethana zalśniły łzy, ale nie podszedł bliżej.
„Przepraszam” — wyszeptał, a słowa zabrzmiały jak kwestia ćwiczona przed lustrem.
„Nie mogę tego zrobić.”