— Ana… ten chłopak… ile on ma lat? — zapytał Marian cicho.
Spojrzałam mu prosto w oczy, po raz pierwszy od dawna. Były setki możliwych odpowiedzi, ale tylko jedna była prawdziwa.
— Tyle, ile trzeba — powiedziałam, a serce waliło mi w piersi.
Wyszłam, nie oglądając się za siebie. Tego wieczoru starałam się traktować to jak coś normalnego. Ugotowałam zupę z makaronem, umyłam Ionuța, przeczytałam mu jego ulubioną bajkę, a potem położyłam go spać. Ale w mojej głowie nieprzerwanie krążył film. Załamałam się dopiero po zgaszeniu światła: Marian zobaczył coś, co go mocno poruszyło. To coś aż za bardzo do niego przypominało.
Dwa dni później dostałam wiadomość. Potem kolejną. I kolejną. Nie odpowiedziałam. Trzeciego dnia zapukał do drzwi.
Uchyliłam je lekko, nie zdejmując łańcucha.