— Ana, proszę… musimy porozmawiać.
Wzięłam głęboki oddech. Nie mogłam uciekać do końca życia.
— Pięć minut — powiedziałam, unosząc rękę.
Wszedł i rozejrzał się po skromnym mieszkaniu z czystymi ścianami, ale zabawkami wszędzie. To był mój dom, nie idealny, ale pełen duszy.
— Ionuț jest… mój? — powiedział wprost.
Poczułam, jak sztywnieją mi ramiona.
— Kiedy odszedłeś, byłam w ciąży. Nie chciałam wychowywać go w sprośnej historii. I nie chciałam czuć, że muszę się nim dzielić z kimś, kto wybrał inną drogę.
Marian usiadł, zakrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Pierwszy raz widziałam go takiego. To było jak pęknięcie tamy.
— Gdybym wiedziała… Nigdy bym nie odeszła.