W kolejnych tygodniach nie dałam jej odpowiedzi. Pozwoliłam mu pokazać, a nie obiecać. Przyszedł na uroczystości, przyszedł z zeszytami, a nie z drogimi zabawkami, nauczył się być ojcem, a nie „Świętym Mikołajem od pieniędzy”.
I pewnego wieczoru, gdy Ionuț zasnął, usiadłam na balkonie i spojrzałam na miasto.
Nie miałam już złamanego serca. Miałam odbudowane serce.
I w końcu wiedziałam, kim jestem.
Nie historią, którą straciłam.
Ale przyszłością, na którą zasługiwałam.