Nie pozwoliłam sobie na przemyślenie tego. Myślenie było powolne. Strach Lily był szybki.
„Dobrze” – powiedziałem, starając się zachować spokój, żeby jej jeszcze bardziej nie przestraszyć. „Wychodzimy. Już teraz”.
Nie pozwoliłam sobie na przemyślenie tego. Myślenie było powolne. Strach Lily był szybki.
„Dobrze” – powiedziałem, starając się zachować spokój, żeby jej jeszcze bardziej nie przestraszyć. „Wychodzimy. Już teraz”.
Poruszałam się tak, jakby moje ciało wiedziało, co robić, zanim zrobił to umysł. Chwyciłam torebkę, włożyłam do niej ładowarkę do telefonu, wzięłam plecak Lily i kluczyki do samochodu. Nie wzięłam płaszczy. Nie wzięłam zabawek. Wzięłam to, co ważne: dowody osobiste, gotówkę i teczkę na wypadek sytuacji awaryjnej, którą zachowałam, bo mama nauczyła mnie, żeby zawsze mieć dokumenty w jednym miejscu.
Lily stała przy drzwiach, nerwowo podskakiwała i szeptała: „Pospiesz się”.
Sięgnąłem do klamki.
I wtedy to się stało.
Rygiel, którego nigdy nie zamykano w ciągu dnia, kliknął sam z siebie.