Daniel spojrzał mi prosto w oczy.
Nie był zły.
Był spokojny. Zbyt spokojny.
Zszedłem po schodach, serce waliło mi jak młotem. Recepcjonistka patrzyła przez okno, jakby przyjechała jakaś oficjalna delegacja. Ludzie na chodniku wyjmowali telefony.
Wsiadłem do pierwszego samochodu. Zapach nowej skóry i mocnej kawy.
— Opowiedz mi wszystko — powiedział Daniel.