Opowiedziałem mu. O firmie. O dokumentach. O tym, jak Radu przekonał mnie do przeniesienia wszystkiego na jego „tymczasowe” nazwisko. O tym, jak w ciągu ostatnich dwóch lat stał się zimny. Wyrachowany.
Daniel słuchał, nie przerywając.
Kiedy skończyłem, skinął głową.
— Podejrzewałem.
— Co podejrzewałem?
— Że to nie tylko rozwód.
Samochody odpaliły. Felieton. Jak w oficjalnej eskorcie.
— Dokąd jedziemy? — zapytałem.
— Do firmy.
Przełknąłem ślinę.
— To już nie moje.
Daniel się uśmiechnął.
— Tak. Tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Kiedy dotarłem przed budynek, Radu już tam był. Ktoś pewnie go zawołał. Stał prosto, z rękami w kieszeniach, starając się udawać, że panuje nad sytuacją.