Prezenter mówił spokojnie, ale każde słowo miało dla mnie ogromny ciężar.
„Tej nocy Elena Popescu była sama w domu z bliźniakami. Nie miała z kim ich zostawić. Zabrała je ze sobą do szpitala”.
Poczułam ucisk w żołądku, gdy ponownie zobaczyłam te zdjęcia.
„Kiedy wybuchł pożar, większość personelu została uwięziona w innym skrzydle. Elena została z unieruchomionymi pacjentami”.
Następnie pojawiła się lista. Jedno po drugim. Dwadzieścia siedem istnień.
Kobieta na wózku inwalidzkim. Starszy mężczyzna z maską tlenową. Przestraszone dziecko.
Nikt nie wiedział, że między kolejnymi akcjami ratunkowymi co jakiś czas odwracałem się, żeby sprawdzić, czy Maria i Andriej oddychają spokojnie.
Na planie goście mieli łzy w oczach.