Zadzwoniłem do Meredith Grant z mojego mieszkania. Prowadziła rozwód mamy – ostra jak brzytwa i absolutnie bezwzględna w sądzie rodzinnym. Odebrała po drugim dzwonku.
„Czy on to potrafi?” – zapytałem.
„W Connecticut obowiązują przepisy dotyczące odpowiedzialności rodzicielskiej” – powiedziała, brzmiąc, jakby myślała już o trzech krokach naprzód. „Rzadko egzekwowane, ale formalnie obowiązujące. Przepisy z czasów kolonialnych dotyczące wspierania ubogich rodziców”.
„Czy ma pan zapis tego przesłuchania, na którym składał zeznania?”
„Później zamówiłem jeden” – powiedziałem. „Chciałem dowodu”.
„Przynieś wszystko jutro. Transkrypcja, zawiadomienie o testamencie, petycja. 9:00 rano.”
Rozłączyła się.
Wyciągnąłem szafkę z dokumentami i w pięć minut znalazłem to, czego potrzebowałem. 238-stronicowy protokół z rozprawy sądowej zaznaczony na żółto na stronie 47.
Pytanie: Ile ma pan dzieci, panie Harrison?
Odpowiedź: Jeden. Moja córka Rebecca Harrison.
Czarno-białe, pod przysięgą.
Zabrałem również list beneficjenta.
„Wszystkie aktywa, które wcześniej przypisano Ethanowi Harrisonowi, są teraz przypisane Rebecce Harrison”.
Przetworzono 19 lipca.
Włożyłam wszystko do teczki przy drzwiach. Pomyślałam o telefonie do mamy, ale nie chciałam jej znowu w to wciągać. Spędziła cztery miesiące na odbudowie po 30 latach małżeństwa z mężczyzną, który traktował ją jak dekoracyjny mebel, i nie musiała słuchać, że jej były mąż teraz wyciąga pieniądze od syna, którego publicznie się wyrzekł.
Myślałem też o Rebecce, ale to wydawało mi się bezcelowe. Moja siostra zawsze była ulubienicą taty. Jej osiągnięcia oznaczały wystawne przyjęcia i drogie prezenty. Moje – krótkie gratulacje, o ile pamiętał.
Z okazji ukończenia studiów prawniczych zorganizowano jej przyjęcie w klubie wiejskim na 50 000 dolarów, na które przybyło 200 gości. Mój dyplom magisterski został nagrodzony kartą Visa o wartości 200 dolarów, do której dołączono notatkę: „Gratulacje z okazji osiągnięcia sukcesu”. Zawsze miał jedno dziecko.
Byłem tylko zabezpieczeniem na wypadek, gdyby coś jej się stało.