Pokój nie był udekorowany balonami ani luksusowymi obrusami.
W tle wisiał duży, biały baner, na którym złotymi literami widniał napis:
„25 lat odwagi. Maria Popescu”.
Nie „rodzina Popescu”.
Nie „spotkanie”.
Jej imię.
Mój ojciec zamarł.
W pokoju było całe moje rodzeństwo. Niektórzy ubrani elegancko. Inni skromniej. Ale wszyscy wyprostowani. Wszyscy zjednoczeni.
Byli też inni ludzie. Sąsiedzi. Współpracownicy mamy. Miejscowy ksiądz. Nawet pani w sklepie na rogu, która dawała nam prace domowe, kiedy byliśmy mali.
Mama weszła na scenę.
Odchrząknęła.
„Dziękuję wszystkim za przybycie” – zaczęła. „Dzisiaj nie chodzi o rozbitą rodzinę. Chodzi o kobietę, która nauczyła się, że może sama sobie poradzić”.