Tata cofnął się o krok.
„Maria…” – mruknął.
Ale ona na niego nie spojrzała.
„Dziesięć lat temu zostałem sam z dziesięciorgiem dzieci. W długach. Z prawie pustą lodówką i strachem w sercu. Nie wiedziałem, czy w przyszłym miesiącu będziemy mieli pieniądze na prąd. Ale wiedziałem jedno: moje dzieci nie będą czuły się jak ciężar”.
Rozległ się gromki aplauz.
Podszedłem do niej.
„Dziś wieczorem” – powiedziałem – „to nie kolacja pojednawcza. To świętowanie”.
Na ekranie za nami zaczęły wyświetlać się obrazy.
Mama w pracy, mop w ręku.
Mama na imprezie.
Mama na moim ukończeniu szkoły.
Mama płaci podatki przy ladzie.
Mama się śmieje.