Mama jest zmęczona, ale wyprostowana.
„Przez ostatnie dziesięć lat” – kontynuowałem – „żaden z nas nie był w domu dziecka. Żaden z nas nie rzucił szkoły. Dwoje jest już na uniwersytecie w Bukareszcie. Jeden otworzył warsztat samochodowy. Skończyłem studia i mam stabilną pracę”.
Tata z trudem przełknął ślinę.
„I wiesz co, tato?” – zapytałem, patrząc mu prosto w oczy. „Nie zrobiłem tego, czekając na twój powrót”.
Mama wyciągnęła kopertę.
„Dzisiaj podpisałam ostatnie dokumenty dotyczące naszego domu” – powiedziała. „Ostatnia rata. Po dziesięciu latach pracy”.
Sala wybuchła brawami.
„A ponieważ ludzie naprawdę zasługują na wybaczenie…” – kontynuowała, a mój ojciec zdawał się nabierać nadziei – „wybaczam ci”.
Zapadła cisza.
„Wybaczam ci za siebie. Żebym mógł spać spokojnie. Ale to nie znaczy, że wracam do przeszłości”.
Cofnęła się o krok.
„Dom to nie miejsce, do którego przychodzi się w trudnych chwilach. W domu zostaje się w trudnych chwilach”.
Słowa zabrzmiały ciężko.