Po miesiącu dom był pusty.
Teraz znowu siedzę u szczytu stołu. Czasami sam. Ale cicho. Bez strachu. Bez upokorzenia.
I za każdym razem, gdy siadam, czuję ten stary siniak…
nie jak ranę,
ale jak wspomnienie.
Przypomina mi, kim jestem.
Po miesiącu dom był pusty.
Teraz znowu siedzę u szczytu stołu. Czasami sam. Ale cicho. Bez strachu. Bez upokorzenia.
I za każdym razem, gdy siadam, czuję ten stary siniak…
nie jak ranę,
ale jak wspomnienie.
Przypomina mi, kim jestem.