Mój syn zmarł dwa lata temu. Wczoraj o 3:07 rano zadzwonił do mnie
Przytuliłam go od tyłu.
„Nie, synu. Odbieramy je dzisiaj.”
I tam, czując na twarzy słony wiatr, zrozumiałam coś, czego nigdy nie myślałam, że powiem, po tym, jak pochowałam go bez ciała: że miłość czasami powraca... nawet jeśli przychodzi o świcie, z niemożliwym wezwaniem i prawdą ukrytą w filiżance rumianku.