„Twoja matka nigdy tego nie powiedziała.”
„Może nie na głos, ale widziałam, jaki byłeś wobec niej. Jak musiałeś wszystkim zarządzać. Jak nie mogła podjąć ani jednej decyzji bez twojej zgody. Obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę, żeby mężczyzna mną tak sterował”.
„Beth, to nie o to chodzi. Próbuję cię chronić.”
Gwałtownie wstała, zrzucając zdjęcia na podłogę.
“Wysiadać.”
„Chcę, żebyś odeszła, kochanie. Proszę.”
Powiedziałem,
“Wysiadać.”
Wyszedłem. Co innego mogłem zrobić?
Wracając do Montany, jej słowa dźwięczały mi w uszach i zastanawiałem się, czy właśnie popełniłem największy błąd w swoim życiu.
Następne kilka tygodni było koszmarem. Beth przestała oddzwaniać. Kiedy próbowałem ją odwiedzić, Dererick otworzył drzwi i powiedział, że nie jestem mile widziany. Uśmiechał się cały czas, tym samym uśmiechem jak z bajki, wiedząc, że wygrał.
Miasto zaczęło gadać. Jakimś cudem rozeszła się wieść, że oskarżyłem Derricka o oszustwo bez żadnych dowodów. Ludzie patrzyli na mnie inaczej, kiedy szedłem do sklepu z narzędziami albo do baru. Słyszałem szepty za plecami.
Stary Mitchell szaleje. Stracił żonę i teraz traci rozum, próbując zniszczyć małżeństwo córki, bo nie potrafi się z nią rozstać.
To było moje największe poczucie samotności od śmierci Mary.
Ale się nie poddałam.
Frank kontynuował poszukiwania, a to, co znalazł, uświadomiło mi, że Derek jest jeszcze groźniejszy, niż myślałem. Już to robił. Trzy razy, trzy kobiety, wszystkie z zamożnych rodzin, skończyły rozwodem i nędzą. Jedna popełniła samobójstwo 6 miesięcy po sfinalizowaniu rozwodu.
A teraz pracował nad czwartą ofiarą – moją córką.
W marcu Frank wręczył mi ostatni element układanki.
„Podrabiał podpis Beth na dokumentach przelewu. Mam eksperta, który je przeanalizował. Są fałszywe. Powoli przelewał aktywa z jej nazwiska na konta zagraniczne. Według moich szacunków ukradł już blisko 2 miliony dolarów. To przestępstwo. A właściwie przestępstwo federalne. Oszustwo elektroniczne, fałszerstwo, kradzież. W połączeniu z tym, co zrobił swoim poprzednim żonom, grozi mu poważny wyrok więzienia”.
„Co mam zrobić?”
„Znam prokuratora w Denver. Jest mi winien przysługę. Pozwól mi wykonać kilka telefonów”.
Dwa tygodnie później zadzwoniła do mnie Beth. Jej głos był ledwie szeptem.
„Tato, potrzebuję Cię.”
Do Denver dojechałem w rekordowym czasie.
Kiedy Beth otworzyła drzwi, rzuciła mi się w ramiona i zaczęła szlochać.
„Przepraszam, tato. Przepraszam. Nie uwierzyłem ci.”