Connor Pierce. Ścisnęło mnie w żołądku. Pierce to nazwisko mojego byłego męża.
Po usztywnieniu ramienia Lily i złagodzeniu bólu zadzwoniłem do mamy, żeby została z nią i pojechałem do Maplewood Academy. Nie umawiałem się na spotkanie. Minąłem recepcję, przeszedłem lśniącym korytarzem i wszedłem na dziedziniec, gdzie uczniowie czekali na późny odbiór.
Connor stał tam, wysoki jak na dwunastolatka, uśmiechając się szeroko, a wokół niego krążyli dwaj chłopcy. A obok niego – w luźnej, drogiej marynarce, z tą samą pewną postawą, którą kiedyś myliłem z siłą – stał Ethan Pierce. Mój były. Rodzic.
Ethan mnie zobaczył i roześmiał się. „Jaka matka, taka córka” – powiedział. „Obie porażki”.
Nie odpowiedziałem. Wsunąłem telefon do ręki i zacząłem nagrywać. Potem spojrzałem na Connora. „Zrobiłeś krzywdę mojej córce?” – zapytałem.
Connor popchnął mnie, na tyle, żeby sprawdzić, na co może sobie pozwolić. „Mój tata finansuje tę szkołę” – warknął. „To ja ustalam zasady”.