Trzymałam się bez ruchu. Dłonie miałam zimne. Dziadek… wiedział.
Trzy dni przed jego wyjazdem, kiedy siedziałam obok niego i karmiłam go łyżeczką herbatą, zapytał mnie tylko:
„Czy jesteś gotowa kontynuować to, co zaczęłam?”
Myślałam, że mówi o życiu. O dzieciach. O odwadze.
Nie o dokumentach.
Ciocia gwałtownie wstała.
„Manipulujesz nim! Był chory!”
Prawnik pokręcił głową.
„Lekarz potwierdził, że jest zdrowy psychicznie. Mamy świadków. Wszystko jest zgodne z prawem.”
Po raz pierwszy odkąd przyjechała, nie wydawała się pewna siebie. Droga torba wisiała ciężko na jej ramieniu, bezużyteczna.
„Ale ja jestem jego córką…” mruknęła.