— Możesz spróbować — powiedziałem mu, a on uśmiechnął się lekko, jak człowiek, który zapomniał, jak to się robi.
Następnego dnia przysunąłem fotel do łóżka i pomogłem mu wstać, opierając się o krawędź łóżka. Masowałem mu mięśnie, uczyłem go, jak się podnosić, kontrolować oddech. Każdej nocy próbowałem trochę, mimo że często chciał się poddać.
— Dlaczego nalegasz? — zapytał mnie w chwili gniewu.
Zatrzymałem się i odpowiedziałem:
— Ponieważ nikt też mnie nie pytał, czego chcę. Ale odkąd tu przybyłem, nie chcę umrzeć, żyjąc w próżny.
Pewnego ranka, gdy słońce wciąż dawało słabe światło, Andriejowi udało się na sekundę wstać, nie upadając na ziemię. Zakrył usta dłonią, a jego oczy napełniły się łzami.
— Nie mogę w to uwierzyć… — wyszeptał.