Kiedy otrzymałem zaproszenie na ślub Aliny, zawahałem się. Część mnie chciała zignorować to wydarzenie, ale inna, być może najbardziej zraniona, chciała zamknąć krąg. Więc poszedłem. Sam. Z wysoko uniesioną głową.
Gdy tylko wszedłem na dziedziniec willi udekorowany białymi kwiatami i złotymi światłami, poczułem na sobie czyjeś spojrzenia. Usiadłem przy stoliku z tyłu, mając nadzieję na spokojny wieczór. Nie było mi to dane. Mój ojciec, lekko podchmielony alkoholem, zauważył mnie i zaczął żartować.