Odłożyłam słuchawkę i usiadłam na skraju łóżka, patrząc na trzy niewinne duszyczki. Nie wiedziałam dokładnie, co czuję – złość, bezradność, strach czy poczucie winy. Może wszystko naraz. Ale jedno było jasne: dzieci nie powinny padać ofiarą wojny dorosłych.
Następnego dnia obudziłam się przed nimi. Zrobiłam herbatę, ciepłe mleko i jajecznicę, mając nadzieję, że chociaż poranek zacznie się łagodnie. Nie chciałam, żeby czuły się porzucone, choć w rzeczywistości właśnie tak się stało. Kiedy podeszły do stołu, patrzyły na mnie, jakby chciały wyczytać, czy jestem pewna siebie, czy też zmienię zdanie.
Postanowiłam przemówić do nich ich językiem, prosto i z otwartym sercem.