Moja synowa powiedziała mi: „Idź i zgiń na ulicy”

Ranek nadszedł szybko.
Za szybko.

Szare światło wpadało przez małe okno do mojego pokoju, a cisza w domu była przytłaczająca. Nie było dźwięku telewizora ani kroków wnuków. Tylko tykanie zegara ściennego, tego, który naprawiłem lata temu.

Włożyłem swoją elegancką koszulę. Tę niebieską, tę, którą nosiłem do kościoła w niedziele, kiedy jeszcze chodziłem.

Postawiłem walizki przy drzwiach.

Punkt o dziewiątej zadzwonił dzwonek do drzwi.