Moja synowa powiedziała mi: „Idź i zgiń na ulicy”
Cristina otworzyła pierwsza. Usłyszałem jej chichot.
— Co to jest…
Potem cisza.
Szybkie kroki.
— Andriej! krzyknęła. Chodź szybko!
Powoli wyszedłem z pokoju.
W korytarzu przy drzwiach stało dwóch mężczyzn w garniturach. Jeden trzymał grubą teczkę, drugi teczkę.
— Dzień dobry — powiedział jeden z nich. Szukamy rodziny Ionescu.
— To my — powiedział zdezorientowany Andriej. O co chodzi?
— Mamy tu oficjalne zawiadomienie dotyczące budynku.
Twarz Cristiny zbladła.
— Jakie zawiadomienie?
— Ten dom należy do pana Gheorghe Popy.
Cisza.
— Co pani ma na myśli? — wyjąkała. To nasz dom!