Moja synowa powiedziała mi: „Idź i zgiń na ulicy”

— Nie, proszę pani. Dom został kupiony cztery lata temu, w całości, za jej własne pieniądze. Umowa jest na nazwisko pana Popy.

Widziałam Andrieja opartego o ścianę.

— Tato… co to znaczy?

Zrobiłam krok naprzód.

— To znaczy, że kiedy się tu wprowadziłeś, pozwoliłem ci mieszkać bez czynszu. Płaciłeś za media. To wszystko.

— Dlaczego nic nie powiedziałeś? — wyszeptał Andriej.

— Bo byliście moją rodziną. Bo ci ufałem.

Cristina zaczęła krzyczeć.

— To niemożliwe! Gdzie mamy jechać? Mamy dzieci!

— Dokładnie, powiedziałam spokojnie. Masz dzieci.

— Też miałam syna.

— Miałam.

Mężczyzna z teczką kontynuował:

— Pan Popa postanowił sprzedać dom. Masz 30 dni na opuszczenie go.

Cristina opadła na krzesło.

— Prezent… wyszeptała. Czy to był ten prezent?