— Tak, Cristina.
Spojrzałam na Andrieja. Jego oczy napełniły się łzami.
— Tato… wybacz mi.
— Nie musisz mnie błagać. Musisz spojrzeć w lustro.
Wzięłam walizki.
— Dokąd idziesz? — zapytał.
— Do domu seniora w Braszowie. Czyste, ciche miejsce. Z ludźmi takimi jak ja.
Otworzyłam drzwi.
— Wiesz co, Andriej? Rodzina to nie ściany i pokoje. To szacunek.
Wyszedłem na zewnątrz.
Powietrze na zewnątrz pachniało deszczem.