Siedziałam tam przez kilka minut z dłońmi splecionymi na kolanach, słuchając cichego buczenia nowej lodówki w kuchni. Miałam wrażenie, jakby się ze mnie śmiała. Poczułam łzy napływające mi do oczu, ale je przełknęłam. Nie płakałam też, kiedy umarł mój mąż. Nie zamierzałam teraz płakać nad jakimiś żółtymi etykietami.
Powoli wstałam i spojrzałam w lustro. Moja zmęczona twarz, z głębokimi zmarszczkami i cieniami pod oczami, wyglądała jak twarz kobiety, która poświęciła całe swoje życie innym, a zapomniała o sobie. W duchu zadałam sobie pytanie: Kiedy moje dobre samopoczucie stało się dla nich ciężarem?