„Pani Ana?! To ty?!”
Wszyscy ucichli. Muzyka ucichła, a goście odwrócili się z zaciekawieniem. Hanh stała z otwartymi ustami, nie rozumiejąc, co się dzieje. Pan młody zrobił krok naprzód, skłonił się z szacunkiem i powiedział niemal szeptem:
„Czy pani… jest szefową firmy „DesignArt”? Tej, z którą współpracowałam przy projekcie w Klużu?”
Mrugnęłam lekko, zaskoczona.
„Tak… ale proszę, nie ma potrzeby…”, powiedziałam, próbując rozładować napięcie.
Ale było za późno. Moje imię już wywołało szmer w sali. Kilku mężczyzn w drogich garniturach zaczęło szeptać między sobą. Ktoś nawet wykrzyknął:
„Pani Ana?! Ta, która zmodernizowała budynek prefektury?!”
Hanh odwróciła się do narzeczonego, wyraźnie spanikowana: