Powoli odwróciłam się w stronę pokoju Julii.
Po drodze poczułam, jak narasta we mnie dziwna mieszanka: gniew, strach, ale przede wszystkim pragnienie ochrony mojego dziecka.
Jeśli powiem jej prawdę, zniszczę ją.
Jeśli będę milczała, wrzucę ją do piekła.
Moje serce biło jak gołąb złapany w sieć.
Przed jej drzwiami otarłam oczy i spróbowałam się uśmiechnąć.
Wszedłem.
Iulia stała przed lustrem, z welonem już zapiętym.
Była olśniewająco piękna.
Kiedy mnie zobaczyła, zwróciła się do mnie z najszczerszym pytaniem na świecie:
„Mamo… czy ja wyglądam jak prawdziwa panna młoda?”
Jej pytanie uderzyło mnie jak nóż.
Naprawdę?
Tak, była prawdziwa, czysta, pełna marzeń.