…Stał przede mną z rękami w kieszeniach, pozbawiony poczucia bezpieczeństwa człowieka przyzwyczajonego do ochrony. Nie był już zrelaksowany. Nie był już pewny siebie.
— Możemy porozmawiać? — zapytał cicho.
Wpuściłem go, ale nie poprosiłem, żeby usiadł. Mieszkanie, do którego się wprowadziłem, było małe, czyste, ciche. Moje. Opłacone przeze mnie. Żadnych wyjaśnień nikomu.