Moja żona zmarła, zostawiając mi chore dziecko. Sześć lat później spotkałem jej zdrowy dublet. Test DNA ujawnił prawdę, która mnie przeraziła.

Kobieta, sympatyczna blondynka z zmęczonymi oczami, spojrzała na niego zaskoczona, potem na swojego syna, a później na jego synka.
— To prawda… Jak bliźniacy. Nazywam się Anna, a to Kostya.

— Dmitrij. A to Misza.
Kostya przyglądał się Miszy z ciekawością.
— Cześć! Dlaczego jesteś taki smutny? Chodź na zjeżdżalnię!
Misza, który zazwyczaj był bardzo nieśmiały, schował się za ojcem.

— On nie lubi głośnych zabaw, szybko się męczy — wyjaśnił Dmitrij z bólem w głosie.
— Rozumiem — odpowiedział po prostu Kostya, zanim pobiegł z powrotem do zabawy.

Dmitrij pozostał tam jeszcze kilka minut, nie mogąc oderwać wzroku od tego niesamowitego sobowtóra, a potem zabrał Miszę do domu. Całą drogę milczeli. Przypadek? Ale tak dokładny, nawet do najmniejszego pieprzyka? W jego wnętrzu zaczęła narastać niepokojąca i bolesna wątpliwość.

To spotkanie w parku przewróciło jego świat do góry nogami. Nie mógł spać, nie mógł pracować. Obraz tego zdrowego i radosnego chłopca, identycznego z jego synem, nieustannie go prześladował.

Zaczął szukać kolejnego spotkania i tydzień później znów ich zobaczył w parku.