Gdy płomienie zaczęły trawić drewno, a w pokoju zrobiło się gorąco, poczułem, jak mój oddech powraca. Mężczyzna pozostał nieruchomy, z bladą twarzą i ledwo wyczuwalnym oddechem. Usiadłem obok niego, mocno otulając go kocem na piersi. Sięgnąłem do pieca, żeby ogrzać zmarznięte palce.
Patrząc na niego, uświadomiłem sobie, jak nienaturalne było to wszystko, co się wydarzyło. W naszej zapomnianej wiosce, gdzie ostatnim ważnym wydarzeniem było otwarcie drewnianego mostu, nie było bogaczy związanych i wrzuconych do rzeki. Ani tutaj, ani nigdzie indziej. Stało się coś strasznego i czułem to w kościach.