„My takich rzeczy nie jemy! U nas, na wsi, karmią świnie tym!”

— …teraz, nie jutro, nie wiosną.

Wszyscy ucichli.

Igor nagle wstał z krzesła.

— Marina, co ty robisz? Porozmawiajmy spokojnie.

— Już dość rozmawialiśmy — jej głos był cichy, ale ostry. — Rozmawialiśmy pół roku. Ja, sam na sam.

Pani Tamara zmarszczyła nos.

— Posłuchaj jej, co za widowisko. Jeszcze się porządnie nie najedliśmy, a ona już nas wyrzuca.

— Właśnie — Marina skinęła głową. — Bo u mnie w domu nie wyrzuca się jedzenia i nie depcze się ludziom po nogach.

Paweł stał przy drzwiach, wyprostowany.