— …teraz, nie jutro, nie wiosną.
Wszyscy ucichli.
Igor nagle wstał z krzesła.
— Marina, co ty robisz? Porozmawiajmy spokojnie.
— Już dość rozmawialiśmy — jej głos był cichy, ale ostry. — Rozmawialiśmy pół roku. Ja, sam na sam.
Pani Tamara zmarszczyła nos.
— Posłuchaj jej, co za widowisko. Jeszcze się porządnie nie najedliśmy, a ona już nas wyrzuca.
— Właśnie — Marina skinęła głową. — Bo u mnie w domu nie wyrzuca się jedzenia i nie depcze się ludziom po nogach.
Paweł stał przy drzwiach, wyprostowany.