„My takich rzeczy nie jemy! U nas, na wsi, karmią świnie tym!”

Spojrzał na matkę z milczącą dumą.

— Marina, twoja matka przesadza, wiesz, jaka ona jest… — Igor próbował się uśmiechnąć.

— To nie twoja matka jest problemem, Igorze. To ty.

Zamrugał.

— Zamilkłaś. Jadłaś. Śmiałaś się. Kalkulowałaś.

I wykorzystałaś mnie.

Alina odłożyła słuchawkę.

— Serio? Wyrzucasz nas na pogawędkę?

— Nie na pogawędkę. Na prawdę.

Marina wzięła głęboki oddech.

— Prawda jest taka, że ​​pracuję, płacę rachunki, wychowuję dziecko.

Prawda jest taka, że ​​nie ma tu hotelu ani schroniska na zimę.

Prawda jest taka, że ​​miłości nie mierzy się oszczędnościami na czynszu.

Igor podszedł bliżej.

— Daj spokój, nie dramatyzuj. Gdzie mam iść o tej porze?