Spojrzał na matkę z milczącą dumą.
— Marina, twoja matka przesadza, wiesz, jaka ona jest… — Igor próbował się uśmiechnąć.
— To nie twoja matka jest problemem, Igorze. To ty.
Zamrugał.
— Zamilkłaś. Jadłaś. Śmiałaś się. Kalkulowałaś.
I wykorzystałaś mnie.
Alina odłożyła słuchawkę.
— Serio? Wyrzucasz nas na pogawędkę?
— Nie na pogawędkę. Na prawdę.
Marina wzięła głęboki oddech.
— Prawda jest taka, że pracuję, płacę rachunki, wychowuję dziecko.
Prawda jest taka, że nie ma tu hotelu ani schroniska na zimę.
Prawda jest taka, że miłości nie mierzy się oszczędnościami na czynszu.
Igor podszedł bliżej.
— Daj spokój, nie dramatyzuj. Gdzie mam iść o tej porze?