— Do twojej matki. Albo do siostry. Albo gdziekolwiek chcesz.
Ale nie tutaj.
Pani Tamara wstała.
— Widzisz? Mówiłam ci, że ona nie jest poważną kobietą. Emocjonalna, niestabilna.
Marina uśmiechnęła się po raz pierwszy.
— A mówiłam ci, że nie jestem wycieraczką.
Wzięła klucze ze stołu i schowała je do torby.
— Pięć minut.
Igor chciał coś powiedzieć, ale Paweł zrobił krok naprzód.
— Nie mów tak do mojej mamy.
Igor zatrzymał się.
W ciągu pięciu minut w holu rozległ się odgłos kroków, westchnień i nerwowych szeptów.
Drzwi zatrzasnęły się.
Cisza.
Marina opadła na krzesło.
Ręce jej drżały.
Paweł podszedł i ją przytulił.
— Dobrze zrobiłaś, mamo.