Przytuliła go do piersi.
— Przykro mi, że słyszałaś.
— Tak będzie lepiej — powiedział. — Teraz wiem, że jesteśmy tylko my. I to wystarczy.
Wieczorem Marina sprzątnęła ze stołu.
Wyrzuciła poplamiony obrus.
Otworzyła okno.
Chłodne, czyste powietrze.
Po raz pierwszy od dawna nic jej już nie bolało.
Nic nie straciła.
Zdobyła spokój.
I szacunek.
A tego, ani za lei, ani za obietnice, nie da się kupić.