Zespół zbliżał się miarowym krokiem. Każda chwila zdawała się napięta, niczym rozciągnięta lina gotowa do pęknięcia. Ogier ciężko dyszał, ale jego wzrok nie drgnął. Było jasne, że łatwo się nie podda.
Dr Cross uniósł rękę, powstrzymując kolegów.
„Musimy być ostrożni. Jeśli go przestraszymy, może spróbować wstać i zrobić sobie poważniejszą krzywdę”.
Rowan zrobił mały krok naprzód, po czym zatrzymał się. Płynnymi, niemal niedostrzegalnymi ruchami wyjął z plecaka koc i rozłożył go przed sobą, dając koniowi do zrozumienia, że nie ma złych zamiarów. Ogier na chwilę opuścił głowę, a potem uniósł ją ponownie, jak żołnierz odmawiający opuszczenia stanowiska.