Wtedy rozległ się cichy, ledwo słyszalny dźwięk. Skowyt.
Koń poruszył się delikatnie i przez chwilę zespół dostrzegł pod jego ciałem maleńką istotę życia: nowonarodzonego źrebaka, ledwo trzymającego się na nogach.
„Boże…” wyszeptał Rowan. „Broni swojego źrebaka”.
Wszystko miało sens. Ranny i osłabiony ogier nie odszedł, ponieważ jego ojcowski instynkt trzymał go tam, niczym żywy mur między źrebakiem a śmiercią. W świecie, w którym dzikie zwierzęta uciekają, by przeżyć, on postanowił zostać.
Cross poczuł gulę w gardle. Pomyślał o opowieściach dziadka, o tym, jak zwierzęta czasem wiedziały więcej niż ludzie o lojalności i poświęceniu. Przypomniał mu się stary obraz z wioski, kiedy widział psy pilnujące stada nawet w obliczu wilków.
„Musimy pomóc im obojgu, ale nie rozdzielając ich” – powiedział stanowczo Cross.
Pracowali godzinami. Rowan trzymał źrebaka blisko siebie, mówiąc do niego cicho, jakby był kruchym stworzeniem potrzebującym spokoju. Calum obserwował otoczenie, wiedząc, że w tych górach niebezpieczeństwo czyha nie tylko z nieba, ale także ze strony cichych drapieżników.