„Damian mi się oświadczył. Jesteśmy razem od trzech lat.”
Mój głos drżał, a łzy spływały mi po twarzy. Nienawidziłam tego, że płaczę. Nienawidziłam tego, że widzą, jak się łamię.
Margaret się roześmiała — naprawdę się roześmiała.
„Ten pierścionek? To biżuteria sztuczna, kochanie. Naprawdę myślałaś, że to prawda?” Odwróciła się do tłumu, grając z nim jak publiczność. „Wyobrażasz sobie? Pewnie sama go kupiła, żeby jej urojenia były bardziej przekonujące”.
Wtedy Damian przemówił. W końcu, po tym wszystkim, otworzył usta.
„Nova, przepraszam. Nigdy nie byliśmy poważni. Źle zrozumiałaś, co między nami jest.”
Jego głos był płaski, wyćwiczony. Ćwiczył to. Zaplanowali to razem.
Wszystko wskoczyło na swoje miejsce: ignorowane połączenia, wyłączony telefon, nagła życzliwość Margaret, biała sukienka, w której wyglądałam na niewinną i głupią. To była pułapka – publiczna egzekucja, mająca mnie upokorzyć do tego stopnia, że nigdy nie odważę się im sprzeciwić – a Damian wiedział o tym od samego początku.
„Kochałam cię” – wyszeptałam i nienawidziłam tego, jak bardzo załamałam się w głosie. „Myślałam, że mnie kochasz”.
Twarz Margaret wykrzywiła się z obrzydzeniem.
„Miłość. Dziewczyny takie jak ty nie znają miłości. Ty wiesz, co to znaczy okazja. Wiesz, jak wypatrzyć bogatego mężczyznę i wbić w niego pazury”.
Zwróciła się do Amelii, która patrzyła na nią z okrutnym rozbawieniem.
„Spójrz na nią w tej sukience” – powiedziała Margaret. „Jak dziecko bawiące się w przebieranki. To naprawdę żenujące”.
Głos Amelii był słodki jak trucizna.
„Czy naprawdę myślałeś, że pasujesz do ludzi takich jak my?”
Tłum był teraz całkowicie nastawiony przeciwko mnie. Widziałem to na ich twarzach – osąd, litość, pogardę. Niektórzy otwarcie się śmiali.
Próbowałem zachować godność. Próbowałem stać prosto, nawet gdy mój świat się zawalił.
„Kochałam cię, Damian. Myślałam, że ty kochasz mnie. Chyba myliłam się we wszystkim”.
Przy ostatnim słowie mój głos się załamał.
Margaret dała znak kelnerowi, który szybko podszedł z kryształowym dzbankiem lodowatej wody.
„Pozwól, że pomogę ci otrząsnąć się z tego złudzenia” – powiedziała i zanim zdążyłem ogarnąć, co się dzieje, rzuciła we mnie całym dzbanem.
Lodowata woda uderzyła mnie jak fizyczny policzek. Biała sukienka stała się całkowicie przezroczysta, przylegając do skóry. Makijaż spływał mi po twarzy czarnymi strugami.
Zimno było szokujące, ale nie tak szokujące, jak dźwięk wypełniający pomieszczenie – westchnienia przeplatane śmiechem. Ludzie naprawdę się ze mnie śmiali, robili zdjęcia, nagrywali filmy.
Ostateczny cios Margaret zadała lekceważącym machnięciem ręki.
„Ochrona, usuńcie z mojej grupy tego chętnego śmiecia.”