Tego samego dnia Clara weszła do budynku. Prosta, ze znoszoną torebką i zdecydowanym spojrzeniem. Pracownicy spontanicznie ją oklaskiwali.
— Nie jestem tu po to, żeby niszczyć — powiedziała. Jestem tu po to, żeby naprawiać.
I po raz pierwszy od wielu lat imperium Eleny nie opierało się już na strachu i zdradzie, ale na sprawiedliwości, cierpliwości i prawdzie.
A Radu zrozumiał, za późno, że niektóre kobiety nigdy nie przegrywają.