…W następnej chwili mój ojciec uniósł kieliszek, gotowy rzucić przed wszystkich jeszcze więcej trucizny, ale wujek Tomma zrobił dwa kroki naprzód. Dał mi dyskretny znak, drobny, ale stanowczy gest, który wywrócił mi żołądek do góry nogami. Poczułem kopertę w kieszeni kurtki, ciężką jak kamień. Nie wiedziałem, co jest w środku, ale już wiedziałem, że to nie jest nic zwyczajnego.
Wziąłem głęboki oddech. Palce mi drżały.
Bogdan patrzył na mnie z drwiącym uśmiechem, przekonany, że jestem tylko brzydką scenerią jego własnego przedstawienia. Ludzie wokół niego chichotali, szeptali między sobą, jakby byli świadkami rozkosznej chwili plotek. Nikt nie widział nadciągającej burzy.