Ojciec odchrząknął, gotowy zadać ostateczny cios. Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, otworzyłem kopertę.
Papier zaszeleścił tak głośno, że kilku gości odwróciło się ze zdziwieniem.
Słowa na stronie przykuły moją uwagę niczym błyskawica.
I na chwilę zapomniałem oddychać.
To był oficjalny dokument. Podpisany. Ostemplowany. Autentyczny.
A pod nagłówkiem „Jedyny Dziedzic”… widniało moje imię.
Nie Bogdan.
Nie imperium, które przedstawił światu jako mojego brata.
Wszystko… wracało do mnie.
Czułem, jak krew uderza mi do uszu. Kolana mi się trzęsły. Wujek Tomma skinął głową, potwierdzając to, co właśnie przeczytałem.